kasiasta.life – nowy blog

Jestem teraz tutaj:

kasiasta.life

Cześć wpisów odświeżam, większość całkiem nowych…

Zapraszam

Kasia

Reklamy

Świadomość a aktywacja

Jak często w ciągu każdego dnia jesteś świadomy tego co właśnie robisz lub co się z Tobą dzieje?
A ile rzeczy robisz automatycznie? Wkładasz klucze w tę samą przegródkę w torebce, gdzie zawsze, a potem nie pamiętasz czy je włożyłeś…
Idziesz na pamięć tą samą drogą, wsiadasz do autobusu, patrzysz na ludzi, ale ich nie widzisz…
Przychodzisz do pracy, robisz sobie kawę, przecież musisz się obudzić, inaczej nie zaskoczysz…
Koleżanka nie mówi Ci cześć, bo też jeszcze nie zaskoczyła…
– Sorry – podnosi głowę – Nie zauważyłam Cię, ja rano jestem jak zombie…
– Spoko, ja też – odpowiadasz.
Jak zombie… Jest taki film, niezbyt mądry, o zombiakach właśnie… „Wysyp żywych trupów”. Ludzie rano do pracy jadą i niczym się nie różnią od owych sztywnych, acz ruszających się… Ten sam wyraz twarzy, tępy, nieobecny, puste spojrzenie… Zasada bezwładności działa, wszyscy chodzą równo z autobusem… Czy też na przekór jemu, nieważne, wiecie o co chodzi… On hamuje, Ty do przodu, on w prawo, Ty w lewo… Czyli na opak jednak…

To się nazywa „życie na standbaju”. Aktywacja. Robisz automatycznie to i owo, ale tak naprawdę nie wiesz co robisz. Jesteś maszyną, automatem. Funkcjonujesz na zasadzie odruchów bezwarunkowych i zachowań wyuczonych. Patrzysz, ale nie widzisz. Idziesz, i owszem, nie potykasz się, omijasz przeszkody. Ale nic ponadto… Patrzysz dwojgiem niewidzących oczu.
Świadomość jest zupełnie inna, widzi tysiącem oczu intuicji, przeczuwa co się wydarzy, nic jej nie zaskoczy.Wie, płynie, zawczasu skręca, zanim przeszkoda się pojawi. Na pewno były momenty, kiedy tak odczuwałeś. Fajnie było, prawda? To postaraj się, aby były tych momentów coraz więcej i więcej. Aż wejdzie Ci to w krew i zawsze będziesz świadomy.
Znasz powiedzenie „mieć oczy dookoła głowy”? Na przykład, kiedy starasz się upilnować bardzo ruchliwe dziecko, albo musisz uważać za kierownicą. W stanie aktywacji to niemożliwe, choć bardzo się starasz. Jesteś spięty, zestresowany, wszystko Cię boli. W stanie świadomości to dzieje się samo. Złapiesz to dziecko za rękę, ledwo tylko pomyśli, że chce uskoczyć w bok. Przewidzisz, że kierowca przed Tobą przyhamuje, zanim zobaczysz światła stopu.
Do życia trzeba się w pełni zalogować – jak to fajnie napisała Kaśka N.
Zaloguj się 🙂 

Moje trzy Babcie

Dzieciństwo

Dorastałam z dwoma babciami. Nie, nie wychowywały mnie, wychowywali mnie rodzice, mam na myśli po prostu to, że miałam z nimi kontakt. Z jedną częstszy, z drugą rzadszy.
Babcia Jadzia i Babcia Zosia. Moje dwie Babcie.
Babcia Jadzia mieszkała bliżej. Siłą rzeczy więc widywałam ją częściej. Nie lubiłam, kiedy do nas przychodziła. Zabierała mi mamę. Nie wyganiały mnie, co prawda, z pokoju, ale musiałam być cicho, kiedy rozmawiały.
To były ich dorosłe rozmowy. Nie do końca też lubiłam odwiedzać Babcię Jadzię w jej domu. Pachniało tam bardzo intensywnie różnymi środkami czystości. Babcia była pielęgniarką i starała się wytępić zewsząd wszelkie zarazki. Raz w miesiącu, w soboty, Babcia Jadzia przyjeżdżała do nas z dziadkiem na wielkie sprzątanie. Szorowali wszystko niemal do gołej farby. Wtedy i u nas przez jakiś czas też tak pachniało,
jak u Babci…
Czasem u niej nocowałam, spało mi się dziwnie w wielkim i miękkim łóżku. O określonej porze Babcia gasiła światło i musiałam spać. Trochę się tych nocy bałam.
Na śniadanie dostawałam zupę mleczną. Na przekąskę jabłuszko dokładnie obrane ze skórki i pokrojone
w cząstki. Wszystkie talerzyki Babcia wyparzała wrzątkiem, zanim cokolwiek się na nich pojawiło.
U Babci Jadzi bywało jakoś sztywnie, obco, często się nudziłam. Czasem dziadek zabierał mnie na spacer
i tłumaczył mi świat, wtedy było przyjemnie.
Babcia Zosia mieszkała dalej, odwiedzałam ją rzadziej. Od czasu do czasu w weekend z rodzicami. Ale spędzałam też u Niej część wakacji. Lubiłam u Niej być. Pachniało tam szarlotką, makowcem albo plackiem ze śliwkami. W kuchni stała wielka otomana, na której można było siedzieć lub leżeć i rozmawiać z Babcią. Babcia zawsze miała czas i chęci na rozmowę. Rozmawiała ze mną piekąc, gotując, prasując. Pomagałam jej chętnie. A kiedy już wszystko było zrobione, siadałyśmy przy dużym kuchennym stole z herbatą i talerzem pełnym ciasta.
Na śniadanie dostawałam jajecznicę, uwielbiałam ją. Najbardziej lubiłam tzw. wyskrobki, czyli to, co przywarło do rondelka. Kiedy było nas u Babci więcej, bo na przykład w wakacje przyjeżdżało też moje kuzynostwo, Babcia Zosia każdemu smażyła jajecznicę w osobnym rondelku. Każdy dostawał swój, bo każdy lubił wyskrobki.
Po całych dniach biegaliśmy po polach i lasach, czasem Babcia prosiła, żebyśmy nazbierali jagód i robiła
z nich pyszne pierogi. Jedliśmy jabłka i czereśnie prosto z drzewa.
Kładliśmy się spać, o której tylko chcieliśmy. Jeśli byłam u Babci sama, bez innych dzieci, Babcia zostawiała otwarte drzwi do swojej sypialni, sąsiadującej z moim pokojem
i rozmawiała ze mną aż zasnęłam. Nigdy się nie nudziłam.
Babciu – opowiedz jak było, kiedy byłaś mała – prosiłam często.
Babcia Jadzia opowiadała…
Było ciężko wnusiu, było nas dużo w domu i bieda była, oj bieda. Z siostrą miałyśmy jedną parę butów na nas dwie. Zakładałyśmy je tylko w niedzielę do kościoła, więc musiałyśmy chodzić na różne godziny. Czekałam aż siostra wróci i przekaże mi buty.
Roboty było dużo w polu, w domu. Musiałam zajmować się młodszym rodzeństwem. Musiałam dobrze się uczyć w szkole i pogodzić to, na przykład, z kopaniem ziemniaków. Bardzo było ciężko.
Babcia Zosia opowiadała…
Wesoło było wnusiu, była nas duża gromada, więc zawsze było wesoło. I wiesz, tak śmiesznie było, bo
z siostrą moją – Walerką miałyśmy jedną parę butów, na spółkę, na niedzielę do kościoła, więc chodziłyśmy osobno, na różne godziny. A my byłyśmy bliźniaczki. Nigdy nikt nie wiedział, która to z nas idzie i wszyscy nas mylili. Niektórzy to nawet nie wiedzieli, że jesteśmy dwie. W szkole nauczyciele też nas nie rozpoznawali, więc każda uczyła się tego w czym była lepsza i, w razie czego, odpowiadała za tę drugą. Wesoło było wnusiu.
Młodość
Kiedy byłam nastolatką – zaczęli interesować mnie chłopcy. Normalne w tym wieku.
Babcia Jadzia zawsze pytała czy dobrze się uczę. Jeśli wspominałam jej o jakimś chłopaku, prychała niezadowolona.
– Masz czas dziewczyno – mówiła – teraz tylko się ucz. Nie zajmuj się głupotami.
– Babciu, ale ja się uczę bardzo dobrze, co mam robić w wolnym czasie?
– Ucz się Kasiu, ucz. Nauka jest najważniejsza.
Babcię Zosię zawsze interesowali moi chłopcy, cieszyła się wraz ze mną, kiedy opowiadałam jej
o pierwszych porywach serca.
– A powiedz Kasiu – jak tam ten Łukasz? – pytała.
– Nie zwracał na mnie w ogóle uwagi Babciu, odpuściłam. Teraz interesuję się Markiem.
– Oj, nie zwracał uwagi? To niemądry chłopak, przecież taka miła i ładna dziewczynka
z ciebie, ale to nic kochana, dobrze zrobiłaś, że odpuściłaś. A jaki ten Marek, fajny? – pytała.
Kiedyś Babcia Jadzia trafiła do szpitala. Miała jakąś operację. Odwiedziłam ją.
– Oj, Kasiu, po co ty przyszłaś, tu chorzy ludzie są, zarazki, to nie jest dla dziecka miejsce.
– Odwiedzić cię przyszłam babciu.
– Ale po co? Mnie nic nie trzeba.
– A jak ci tu babciu?
– Fatalnie, wiesz, tamta pani pod oknem to w nocy chrapie. A w dzień rodzina do niej przychodzi, chyba
z pięć osób. Rabanu robią tyle, hałasu. Śmieją się, rozprawiają. Odpocząć nie można.
– A jedzenie babciu?
– Jedzenie niedobre wnusiu, zimne, paskudne. I te panie co roznoszą – takie niemiłe.
– No to ja ci przyniosłam rosołek babciu. I mandarynki.
– Ale po co? Przecież ja nic nie potrzebuję. Nie róbcie sobie kłopotu.
W szpitalu leżała też Babcia Zosia. Odwiedziłam ją razem z moją kuzynką – rówieśniczką.
– Oj dziewczynki, jak dobrze, że przyszłyście. Jak się cieszę! Tu taka miła Pani ze mną leży
i syn ją odwiedza, wiecie jaki miły i przystojny? Poczekajcie dziewczynki, on zaraz pewnie przyjdzie, zawsze
w południe przychodzi, poznacie go. Może spodoba się którejś.
– Pomarańczki ci przyniosłyśmy, Babciu, i rosołek.
– Oj, cudownie, zjem chętnie. Chociaż jedzenie dobre tu dają, dziewczynki, a te panie, co roznoszą, jakie miłe! Zawsze więcej dołożą, pytają czy smakowało, a jedna to mi nawet po soczek do kiosku poszła. Bo ja wychodzić nie mogę, to ona mi kupiła. Dobrze mi tu, dziewczynki, mam z kim porozmawiać. I lekarze tacy mili
i pielęgniarki. O, jest syn tej pani, Paweł ma na imię. Panie Pawełku, pan pozwoli, przedstawię panu moje wnuczki.
Babciu opowiedz o swojej młodości i chłopakach…
– Jakich chłopakach? – obruszała się Babcia Jadzia – Nie było czasu na to. Tylko nauka i robota, dużo, dużo roboty. I uczyć się musiałam, bo chciałam do czegoś dojść. Nie pamiętam żadnych chłopaków.
Aż dopiero dziadka poznałam. Ale to już wtedy 22 lata miałam. No to musiałam myśleć o założeniu rodziny.
– Zakochałaś się Babciu?
– Co? Wtedy się o tym nie myślało. Dziadek porządny był, pracowity, to wystarczyło. Musiałam za mąż wyjść, bo jak inaczej?
– No ładne były z nas dziewczyny, ze mnie i z mojej siostry Walerki – zaczynała Babcia Zosia – to i chłopaków kręciło się mnóstwo. Ale my byłyśmy takie trochę dzikie, śmiałyśmy się z nich. Oni nigdy nie wiedzieli, z którą z nas mają do czynienia, bo my tak samo wyglądałyśmy. Bywało, że jakiś chłopak do mnie zagadywał, jakby mnie dobrze znał, a ja go nigdy wcześniej nie widziałam. Śmiechu było, co niemiara.
Potem poznałam dziadka, zaimponował mi, bo był starszy, doświadczony. Pobraliśmy się.
– Kochałaś go Babciu?
– Wiesz, nie wiem. Był inny, niż Ci wszyscy szaleni chłopcy. Odpowiedzialny, poukładany. Dobre życie mieliśmy razem i chyba zaczęłam go kochać w którymś momencie. Kochałam
z każdym dniem bardziej, a dziś nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Dorosłość
Skończyłam studia, zakochałam się, wyszłam za mąż. Mamy wspaniałego syna, ale nie potrafiliśmy się
z mężem porozumieć. Dorosłość chyba nas trochę przerosła.
Babciu, a jak było jak wyszłaś za mąż?
Babcia Jadzia:
– Dzieci nam się porodziły, musieliśmy je wychować. Dużo roboty przy dwójce dzieci było. Pracą się dzieliliśmy tak, że ja na rano pracowałam, a dziadek na popołudnie. Wymienialiśmy się przy dzieciach
i prawie się nie widywaliśmy. Ale musieliśmy sobie poradzić, bo kto niby miałby nam pomóc?
– A rodzice?
– Nie mieli czasu, swoje sprawy mieli. Teściowa może by mogła, ale ja nie chciałam. Ona nie znała higieny, pies u niej po domu latał, sierść fruwała, jeszcze by mi się dzieci pochorowały.
– No, ale przecież by do was z psem nie przyjechała…
– Ale ona źle naczynia myła, niedokładnie, nie wyparzała. Tak nie można przy dzieciach.
– To miałaś szczęście, że dziadek tak ci pomagał Babciu.
– No, wychowałam go sobie. Najpierw to nie umiał nic zrobić, ale się musiał nauczyć – sprzątać, gotować, pieluchy zmieniać. Każdy musiał dbać o dom i o dzieci. I palić mu w domu zakazałam, bo to dzieciom szkodzi. I w ogóle świństwo, wszystkim szkodzi.
Babcia Zosia:
– Córki nam się porodziły piękne, jaka to radość Kasiu, jak się dziecko rodzi… Ile chwil cudownych, tak patrzeć jak rośnie… I jeszcze dwóch synów siostry mojej, bliźniaczki, Walerki wychowywałam. Bo jej się, niebodze, przedwcześnie umarło. Wesoła czwóreczka w domu była, dwie dziewczynki i dwóch chłopców. Szczęście miałam, bo ja nie musiałam do pracy chodzić, a dziadek miał warsztat stolarski przy domu.
To i miałam go pod ręką. I mama moja z nami mieszkała, pomagała jak mogła.
– Babciu, a dziadek w domu coś ci pomagał? I przy dzieciach?
– W domu? Nie… Dlaczego? Dom to była moja domena, on miał swój warsztat i pieniądze zarabiał.
Z dziećmi to lubił posiedzieć, fajkę sobie pykał, a one na kolanach mu siedziały i opowiadał im historie różne. Patyki im strugał, domek dla lalek dziewczynkom zrobił. A chłopakom takie koniki drewniane.
– Jak to fajkę pykał, a one na kolanach, babciu? Wdychały ten dym?
– Wtedy się tak nie mówiło o szkodliwości, Kasiu. Ale, popatrz, jakoś im nie zaszkodziło, wyrosły duże,
a same nie paliły nigdy… Tytoń dziadka pięknie pachniał, dzieci to lubiły, ja też zresztą….
Epilog
Moje dwie Babcie… Babcia Jadzia i Babcia Zosia… Tak różne obie…
Kiedyś żal mi było Babci Jadzi, że takie ciężkie życie miała.
Chciałam mieć takie życie, jak Babcia Zosia. Pełne radości, uśmiechu, szczęścia…
Babcia Jadzia nigdy nie była zadowolona. Denerwowało mnie jej narzekanie i to, że nie potrafiła się cieszyć.
Ale z wiekiem i ja narzekać zaczęłam. Coraz więcej i więcej… Obwiniałam świat cały za swoje życie nieudane. Przeszłam długą drogę, zanim zrozumiałam, że tylko ode mnie zależy jak swoim życiem pokieruję. I jak będę odbierać to, co mnie spotyka. Moje życie nagle nabrało rozpędu, rozstałam się z pierwszym mężem, poznałam wspaniałego mężczyznę, stworzyliśmy dom.
Zrozumiałam, że koleje losu moje dwie Babcie miały bardzo podobne. Obie pochodziły
z wielodzietnych rodzin. Obie dobrych i porządnych mężów miały, obie po dwójce dzieci. Obie straciły rodzeństwo… Tyle, że w rodzinie Babci Jadzi o tym się za wiele nie mówiło. Jakby nikt nie chciał pamiętać. Późno się dowiedziałam o tej stracie, dopiero jak byłam dorosła.
A Babcia Zosia chętnie o siostrze Walerce opowiadała. Musiała ją jednak ta śmierć mocno dotknąć, bliźnięta są ze sobą zwykle bardzo związane. Myślę, że w odpowiednim czasie przeżyła do końca swój żal
i poszła dalej. Nie zapomniała, ale wiedziała, że trzeba żyć.
Wychowywała dwójkę dzieci swojej zmarłej siostry. Nigdy się nie skarżyła, nigdy nie narzekała. Zawsze się uśmiechała. Była wdzięczna. Za wszystko była wdzięczna. Za męża, dzieci, dom, wnuki… Nawet jak dziadek umarł, nadal była wdzięczna. Wciąż się uśmiechała.
Dziś nie ma już Babci Zosi. Dziękuję jej za to, że była moją Babcią i tyle mądrości mi przekazała. Swoją postawą i między wierszami. Szkoda, że tyle czasu mi zajęło, zanim nauczyłam się między tymi wierszami czytać. Bez Niej nie byłabym tym, kim jestem.
A Babcia Jadzia jest z nami. Już mnie jej narzekanie nie denerwuje. Uśmiecham się, pokazuję jej małe radości. Powolutku, po trochu. Nie zawsze słucha. Nie zawsze przyjmuje… Ale czasem płacze… Od kiedy umarł dziadek – płacze… Dawniej nie płakała. Nigdy nie widziałam jej płaczącej. Płacz jest dobry. Oczyszcza emocje. Uzdrawia. Parę razy nawet się zdarzyło, że nieśmiały uśmiech wyjrzał zza tych jej łez. Wiem, że nie zostało nam zbyt wiele czasu. Każdy jej mały uśmiech, każdy błysk w jej oku są na wagę złota. Dziękuję Ci Babciu, że jesteś moją Babcią i tyle mądrości mi przekazujesz. Bez Ciebie nie byłabym tym, kim jestem…
Są we mnie cząstki wszystkich moich trzech Babć. Wszystkie ważne, wszystkie potrzebne. Niczego w życiu nie żałuję, za wszystkie doświadczenia jestem wdzięczna. I za wszystkie nauki dziękuję. Bez jednej chociażby z nich, nie zrozumiałabym innych. Jestem kobietą, więc ważne są dla mnie moje „przodkinie”. Jestem Katarzyna, wnuczka Jadwigi, Walerii i Zofii, córka Ewy.
Moimi rodzonymi Babciami były Jadzia i Walerka…
Waleria… Nieżyjąca siostra bliźniaczka Babci Zosi… Nie było mi dane Jej poznać…

Podsumowanie roku / sukcesy małe i duże

Miniony rok piękny był dla mnie i wiele dobrego przyniósł.
Wszystkich zdarzeń wymienić nie sposób, pamięć wszak zawodna, ale o kilku sukcesach wspomnę…
Się chwalę 🙂 Nie wiem czy nazwać te sukcesy literackimi, nie wydałam wszak książki, ani nie pisałam do gazet, ale w sumie, kto mi zabroni?
A więc…
Sukcesy literackie:

26 kwietnia 2014 r. uczestniczyłam w XII edycji eventu „Szpilki z klasą” organizowanej przez „Szpilki po godzinach”. Jeśli nie znacie jeszcze Alicji Rudnickiej i Jej Szpilek, gorąco polecam.
Na tym evencie spotkałam wiele wspaniałych osób, część znałam wcześniej, część poznałam dopiero tam, na miejscu, a co najważniejsze – wygrałam główna nagrodę w konkursie Philipsa – Lumea Essential – zestaw do depilacji światłem IPL.

Należało dokończyć zdanie „Jestem kobietą, która chce od życia więcej…”
Moje wygrane dokończenie przedstawiało się następująco:

Jestem kobietą, która chce od życia więcej, bo jakże w miejscu stać, gdy rozwija się świat?
Płynę więc z życia prądem 
Powietrzem, wodą, lądem,
A sterem jestem ja sama, to proste – żagle na wiatr!

W pierwszej połowie grudnia wzięłam udział w konkursie na blogu Klaudyny Hebdy.
Można było wygrać jej książkę pt. „Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu” wydaną przez wydawnictwo „Nasza Księgarnia”.

No i wygrałam 🙂 Trzeba było napisać, dlaczego książka ma trafić właśnie do Ciebie albo do osoby, którą chcesz obdarować. No to napisałam ja:

Był w moim życiu czas, gdy się ze wszystkim zmagałam.
Był czas niezgody na świat, jaki wokół widziałam.
Trwało to długo lecz w końcu przetarłam swe oczy,
Otwarłam je, spojrzałam… Świat mnie zauroczył.
Czy to to samo miejsce, może jednak inne?
Wcześniej takie okropne, a teraz niewinne.
Ludzie piękni, promienni, ciągle uśmiechnięci.
Gdzież się podziali ci smutni, zmęczeni, nadęci?

Może zapomnieliście jak piękna jest Ziemia,
I jaka tu panuje obfitość istnienia.
Ile ziół, kwiatów, życia dookoła,
To wszystko jest tu dla Was, zewsząd do Was woła!
Zatańczcie boso na trawie, przytulcie się do drzewa,
Zobaczcie jak wszystko wokół wiruje i śpiewa.
Zaproście do swego życia zieloną krainę,
Nie wiecie od czego zacząć? Przedstawiam Klaudynę!
Niech Jej Ziołowy Zakątek w Waszym domu zawita,
Twórzcie swe kosmetyki, niech uroda rozkwita!
Krem, mydło, szampon, tonik, pachnące perfumy,
A potem czas na relaks i chwilę zadumy…
Słucham? Nic nie rozumiem… Mało miejsca, czasu?
Mieszkacie w mieście, betonie, daleko do lasu?
Zakątek to inaczej skrytka lub zaułek,
Wystarczy trochę kurzu pousuwać z półek,
I postawić donicę z pachnącymi ziołami,
A tuż obok tę piękną książkę z przepisami.
W każdym miejscu i czasie możliwe są zmiany,
O własnym życiu przecież decydujemy sami.

Ja już dawno wybrałam, o tym jest początek,
Dlatego odnalazłam Ziołowy Zakątek.
Otwarcie się na radość, szczęście i zabawy
Przyciąga dzisiaj do mnie właśnie takie sprawy.
Poznałabym Klaudynę, będąc zalęknioną?
Zamkniętą w sobie, zgorzkniałą, słabą, niespełnioną?
Nie sądzę, ponieważ wcześniej nie wiedziałam,
Że tacy ludzie istnieją, smutnych tylko znałam…
Dziś jestem odmieniona, na świat się otwieram
I właśnie takie osoby, jak Ona wybieram.
Z pasją, radością w oczach, uśmiechem na twarzy,
Podaj mi rękę, Klaudyno i chodźmy pogwarzyć…
Zaraz inni dołączą, bądź spokojna o to,
Zarazimy ich szczęściem, radością, ochotą!

 
Tutaj można poczytać więcej o książce, jak również dowiedzieć się, gdzie można ją kupić oraz pobrać darmowy fragment – http://klaudynahebda.pl/oficjalna-premiera-mojej-ksiazki/
No i last, but not least – opowiadanie na Świąteczny konkurs Wydawnictwa Biały Wiatr, nt. mądrości babć.
Zostałam jedną z laureatek tego konkursu i wygrałam dwie wspaniałe książki:
Wspaniałe wydawnictwo, cudowni ludzie… Z czystym sumieniem mogę polecić wszystkie ich książki.
Prowadzą również stronę internetową z dobrymi wiadomościami, bo tych złych to komercyjne media serwują nam aż nadto…
Moje opowiadanie o mądrości babć zamieszczę w osobnym poście – Moje trzy Babcie.

Dusza wybiera sama

Dusza sama sobie wybiera doświadczenia. Zanim zdecyduje się wcielić, wybiera sobie miejsce i czas. Wybiera rodzinę, w której przyjdzie na ten ziemski świat.
Masz żal, pretensje do rodziców, że nie tak Cię wychowali, że nie tak Tobą pokierowali? Inaczej, niżbyś sobie życzył? Sam ich sobie wybrałeś… Właśnie tych, a nie innych. Wychowali Cię najlepiej jak potrafili, dali wszystko, co mogli… Nie porównuj tych darów z takimi, jakie chciałbyś otrzymać… Widocznie takich nie mogli Ci dać. Gdyby mogli, z pewnością by dali…
Poza tym patrzysz z perspektywy czasu, wtedy, będąc dzieckiem nie byłeś tą samą osobą co dziś…
Moi rodzice nic mi nie dali – ktoś powie… Tylko pili i bili… A moi oddali mnie do domu dziecka – powie inny…
Zrobili najlepsze, co mogli, powtarzam… Nie potrafili lepiej… Dlaczego? Bo taki był ich stopień rozwoju świadomości… Bo nikt ich nie nauczył, że można inaczej… Bo też mieli rodziców, którzy wpoili im pewne wzorce… Ale to Ty wybrałeś, by przyjść na świat właśnie w tej rodzinie… Twoja dusza wiedziała o tych wszystkich uwarunkowaniach, wiedziała, co ją czeka, jakie lekcje będzie przerabiać… Takich własnie potrzebowała, na takie się zdecydowała.
Zaufaj swej duszy i wybacz swoim rodzicom…
Podziękuj im za to, że jesteś…
Znajdź dla nich miejsce w przestrzeni swego serca.

 

Niech MOC będzie z Tobą

Toksyczny człowiek to ktoś, kto ograbia Cię z poczucia własnej wartości, pozbawia godności i zatruwa samą esencję Twojego istnienia. (L. Glass)

Przeczytałam takową frazę dziś na facebooku. I tak sobie myślę…
Biedny ten człek, który oddaje światu nad sobą panowanie… Biedny ten, kto wierzy, że ktoś może go czegoś pozbawić, z czegoś ograbić, czy też zatruć… Jeśli tak łatwo można pozbawić Cię godności, to znaczy, że wcale jej nie miałeś. Utraciłeś ją już dawno, sam się jej pozbawiłeś.
Jeśli tak łatwo można ograbić Cię z poczucia własnej wartości, to tak naprawdę nigdy jej nie było.
Jeśli tak łatwo można zatruć esencję Twojego istnienia, to słaba ta esencja. Jakoś mocy jej brak…

Nikt nie może Cię niczego pozbawić, nikt nie może niczego Ci zabrać, chyba, że się na to godzisz. Godzisz się bezpośrednio, w danej sytuacji lub ogólnie całościowo. Zgoda bezpośrednia ma miejsce wtedy, kiedy ktoś w jakiś sposób się wobec Ciebie zachowuje, coś do Ciebie mówi, a Ty postanawiasz odbierać te zachowania czy słowa, jako pozbawiające Cię wartości, godności, czy też zatruwające. Zgoda całościowa zachodzi wtedy, kiedy wierzysz, że Twoja wartość czy godność zależy od kogoś innego.
Czy, jeśli milion osób Ci powie, że jesteś wart i godzien, staniesz się wart i godzien?
Czy, jeśli milion osób powie, że nie jesteś godzien, staniesz się niegodny?
Postępując w zgodzie ze sobą i będąc wobec siebie uczciwym, będziesz czuł się godnie w każdej sytuacji.
I nawet dziesięć milionów osób twierdzących przeciwnie nijak tego nie zmieni.

Ten człowiek nie jest toksyczny, to Twój odbiór jego zachowania jest toksyczny.
Znając swoją wartość, będziesz jak skała, a tacy ludzie będą jak wiaterek tę skałę owiewający. Niech wieje, cóż Ci szkodzi? Będą jak brzęczące nad Twoim uchem muszki, czasem denerwujące, i owszem, ale raczej mało groźne 😉 Nie oddawaj muszkom swojej mocy, wyczują Twą słabość i będą wciąż brzęczeć. Uśmiechnij się do siebie, spójrz na nie z pobłażliwością. Gwarantuję Ci, że odlecą. Co jest ciekawego dla muszek w skale? Jest taka sama, trwa niezmienna, nie pachnie, nie śmierdzi. A człowiek wyprowadzony z równowagi się poci… Wydziela zapach. To jest dla muszek bardzo interesujące 🙂

Twoja przyszłość zaczyna się dziś

Zastanawiam się dlaczego tak wielu ludzi chce poznać swoją przyszłość…
Najczęściej są to ci, którzy nie są zadowoleni ze swojej teraźniejszości. Liczą więc na pozytywną odmianę. Tylko jak owa odmiana ma nastąpić, skoro nic nie robią? Samo się nie zadzieje… Co najwyżej to samo, co teraz…
Jeśli jesteś roztrzęsiony, niepewny, pełny lęku, to oznacza, ze nie panujesz nad swoim życiem. To ono panuje nad tobą, więc zrobi co zechce.
Co posiejesz – to zbierzesz…
Siej… Dziś tworzysz swoje jutro…

Naprawdę chcesz wierzyć, że wszystko masz zapisane i nic nie możesz zmienić? To po co żyjesz? Po co robisz cokolwiek? Siedź i czekaj na zrealizowanie losu, przeznaczenia…
Naprawdę nie chcesz sobie pomóc? Nie chcesz być szczęśliwy?
No to nic nie zmieniaj…  Żyj, jak żyłeś… I czekaj na cud, który nigdy się nie zdarzy…

A może czekasz, aż ktoś gdzieś kiedyś wreszcie Cię zauważy, doceni? Ktoś przyjdzie i pogłaszcze po główce, da nagrodę? Mam złą wiadomość… Nikt nie przyjdzie…
Tym, na kogo czekasz jesteś Ty sam.

Ty działasz.
Ty panujesz nad życiem.
Ty je zmieniasz.
Ty siejesz,
Ty się doceniasz i nagradzasz.
Tylko Ty i nikt więcej.

A, jeśli szukasz Mistrza – zapraszam tutaj – Wyjątkowa Osoba.

Wyjątkowa Osoba

Moi drodzy,

Ten tekst będzie krótki i inny niż zwykle bo też i sytuacja jest doprawdy wyjątkowa.
Pozwólcie, że ją pokrótce opiszę.
Otóż, jakiś czas temu pojawiła się na Ziemi osoba obdarzona niezwykłymi zdolnościami i ogromnym potencjałem twórczym.
Osoba ta żyje obecnie wśród nas, raczej zwyczajnym życiem, a jej moc pozostaje jeszcze w zdecydowanej części nieujawniona nawet dla niej samej.
Gdy tylko jednak zacznie odkrywać i realizować z odwagą swoją życiową misję, zaczną się dziać rzeczy doprawdy wielkie!

Warto byście już teraz ją poznali. Oto link do jej profilu na facebooku:

WYJĄTKOWA OSOBA

Pozdrawiam

Życzę dużo radości i inspiracji płynącej z poznawania tej osoby.

Takiej, jaką jest naprawdę.

(Autor: Andrzej Lesiak)

Dobra energia

Czy zdarzyło się Wam jechać zatłoczonym autobusem i dosłownie czuć wszelkimi zmysłami gęstą atmosferę? Rano każdy niedospany, sfrustrowany, zły, że musiał wstać do pracy, za którą, być może, nie przepada…
Po południu każdy zmęczony, znudzony pracą, za którą, być może, nie przepada… Zły… Smutny… Wkurzony… Warczący na innych. zazdroszczący tym, którzy siedzą. Jak sam musi stać… Niechcący się przesunąć, aby inni weszli… Znacie ten obrazek na pewno – przy drzwiach tłoczno w środku dziury, puste miejsca. I ta dziwaczna niechęć do przesunięcia się, której osobiście nie rozumiem i pewnie nie rozumie wielu. A, jeśli czyta mnie ktoś, kto należy do tych nielubiących się przesuwać, to bardzo proszę o wyjaśnienie, może nareszcie zrozumiem i będę wiedzieć 🙂

Ale ja nie o tym… Wręcz przeciwnie. Dziś chciałabym o tej dobrej energii… Bo nie wiem czy wiecie, ale taką złą energię w autobusie można łatwo zmienić. Jak? Samemu promieniując dobrą. Ale tak, naprawdę, naprawdę, naprawdę, z samego środka siebie. Dobra energia ma tę przewagę nad złą, że czasem wystarczy jedna osoba nią emanująca, by zmienić cały autobus… Naprawdę. Miłość, radość i śmiech są o wiele silniejsze od lęku i frustracji. Wzrost poziomu świadomości następuje logarytmicznie.

Miłość wykalibrowana jest na 500, zaś radość, zachwyt na 540. Jedna osoba na poziomie 500 równoważy 750,000 osób poniżej poziomu 200, czyli wszystkich dumnych, gniewnych, pożądliwych, zalęknionych, cierpiących, znajdujących się w stanie apatii, bądź odczuwających winę czy wstyd – mapa poziomów świadomości.

Wsiadam więc ja sobie w taki autobus i promiennie się uśmiecham. Warunek – trzeba naprawdę być w dobrym nastroju, a nie chodzić sobie po świcie ze sztucznym przyklejonym uśmieszkiem. Pcham na ten tłum przy drzwiach, ale tak leciutko, z miłością, jednocześnie przy tym mówiąc:
– Proszę Państwa, jeszcze troszkę, jeszcze odrobinkę. Wszyscy się zmieścimy.
I to jest naprawdę niesamowite uczucie, jak wszyscy zaczynają się uśmiechać i przesuwać. Słowo daję!
Miłego dnia 🙂





Roger_Greenhalgh / Foter / CC BY-NC-SA

Mapa świadomości wg Dawida R. Hawkinsa

Mapa świadomości
Źródło: Dawid R. Hawkins „Przekraczanie poziomów świadomości”, Wydawnictwo Virgo, 2010. 

WIZJA BOGA
WIZJA ŻYCIA
POZIOM
WARTOŚĆ
EMOCJE, UCZUCIA
PROCES
Jaźń
Jest
Oświecenie
700-1000
Niewysłowione
Czysta świadomość
Wszechistniejący
Doskonałe
Pokój
600
Błogość, Szczęście
Iluminacja
Jeden
Całkowite
Radość, Zachwyt
540
Pogoda ducha
Przemienienie
Kochający, czuły
Życzliwe, Dobrotliwe
Miłość
500
Cześć
Objawienie
Mądry
Sensowne,
Pełne znaczenia
Rozum
400
Zrozumienie
Abstrakcja
Miłosierny
Harmonijne
Akceptacja
350
Przebaczenie
Transcendencja
Inspirujący
Ufne,
Pełne nadziei
Chęć, Gotowość, Ochota
310
Optymizm
Zamysł, Celowość, Intencja
Umożliwiający
Zadowalające, Satysfakcjonujące
Neutralność
250
Wiara, Zaufanie
Uwolnienie, Wyzwolenie
Zezwalający
Wykonalne
Odwaga
200
Afirmacja
Wzmocnienie
Obojętny
Wymagające
Duma
175
Lekceważenie, Pogarda
Nadętość, Zadufanie
Mściwy
Wrogie, Antagonistyczne
Gniew, Złość
150
Nienawiść
Agresja
Odmawiający
Rozczarowujące
Pożądanie, Żądza
125
Niepohamowanie, Pragnienie
Ujarzmienie, Zniewolenie
Karzący
Przerażające
Lęk,
Strach
100
Niepokój,
Obawa, Trwoga
Wycofanie się
Lekceważący
Tragiczne
Cierpienie, Smutek, Żal
75
Żal, Ubolewanie
Wątpienie, Zniechęcenie
Potępiający
Beznadziejne
Apatia
50
Rozpacz
Rezygnacja
Mściwy
Złe
Wina
30
Wina, Obwinianie
Destrukcja
Gardzący
Przygnębiające, Żałosne
Wstyd
20
Poniżenie, Upokorzenie
Eliminacja, Wykluczenie

Moc kilku osób na wysokim poziomie równoważy słabość mas.

– 1 osoba na poziomie 300 równoważy 90,000 osób poniżej poziomu 200

– 1 osoba na poziomie 400 równoważy 400,000 osób poniżej poziomu 200

– 1 osoba na poziomie 500 równoważy 750,000 osób poniżej poziomu 200

– 1 osoba na poziomie 600 równoważy 10 milionów osób poniżej poziomu 200

– 1 osoba na poziomie 700 równoważy 70 milionów osób poniżej poziomu 200

– 12 osób na poziomie 700 równe jest jednemu Awatarowi (np. Budda, Jezus, Krishna) na poziomie 1000.